04
wrz
09

drugi blog

Założyłam drugiego bloga, na którym będę umieszczać swoje przemyślenia i chyba wrażenia z codzienności. Takiego, którego adresu nie znają moi znajomi, więc nie muszę uważać, żeby sobie nie przynieść wstydu. ;P

Ale teraz przyszło mi do głowy, że przecież nie miewam przemyśleń dłuższych niż kilkuzdaniowe.

EDIT: Tak przy okazji, to z przemyśleń nic nie wyszło i powstał zwykły blog do biadolenia nad mym losem. :P

27
lip
09

poszukuję talentów

Chcę wygrać konkurs, ale nie wiem jaki. Szukam w Necie i widzę, że konkursów ci u nas dostatek, tylko umiejętności u mnie niezbytnio. Masa poetyckich. Może się w końcu skuszę (nie sądzę) na to, w końcu nie jest zadaniem supertrudnym sklecić parę rymów, a w niekoniecznie sensie jury może się doszukać głębokich metafor i cudów świata. W Google wpisuję “konkursy”, po czym od razu klikam odnośnik do tych literackich, plastycznych i fotograficznych. Fotograficzne i plastyczne to tylko wyszukuję, bo praktycznie nic nie klikam, żeby się przyjrzeć. Literackie to jak pisałam – głównie poetyckie, choć i proza się znajdzie. Jakaś powieść młodzieżowa, co to dla mnie. ;P

Ominął mnie dobry temat – “Mój świat”, czy coś w tym stylu. Jak łatwo się domyślić, trzeba by tu opisać świat swój, przy czym może to być czymkolwiek – rodziną, szkołą.. Opisałabym “mój świat i moje zabawki” oraz (w tym) Internet. Bo prawdziwego świata z normalnymi kontaktami z ludźmi za dobrze nie znam. ^^’ Fajny konkurs, szkoda, że go w terminie nie znalazłam.

Jak zapewne wielu, o których nie mam pojęcia, że miałabym jakąkolwiek szansę. Tych zwykłych, szablonowych jestem do niczego, to przydałoby się poszukać innych dziedzin, ale jakoś pomysłu nie mam jakich. Najlepiej, żeby nie wymagały specjalnego sprzętu bądź innych fanaberii, aby można było od razu przystąpić do dzieła. Ale to nie jest warunek konieczny, jak mi sie coś spodoba, to sobie i oprzyrządowanie sprawię.

Póki co, żyję w bynajmniej nie błogiej nieświadomości, do czego mam smykałkę i w czym mam szansę się wybić. Póki co, jestem nijaka (albo kiepska, nie oszukujmy się ;P) we wszystkim, co jest stanem mnie się niepodobającym. Poszukuję talentów. Własnych. Dać ogłoszenie do gazety? ;)

26
lip
09

koncert sprzed 1,5 miesiąca

Nie pisałam jeszcze jak było na koncercie Flogging Molly. A było świetnie. Nie jestem wniebowzięta, ale to się naprawdę rzadko zdarza, bym była. Koncert był naprawdę dobry, a zespół na żywo śpiewa i gra tak jak na płytach. Różnicy za bardzo nie widzę, jeśli nie liczyć gadania. “Polish bastards”, to my. Było gorąco. Wentylacja była do niczego. Po kilku chwilach z człowieka ciekł pot, nawet ludzie, którzy stali w miejscu się nie uchowali. Okropność, ale podobno wszędzie tak jest.

Mam trochę świetnych zdjęć. O tutaj. Własnego aparatu wziąć nie wolno było, chyba, że niskiej (oj, bardzo) jakości zdjęcia robi. A i tak byłyby o wiele gorsze, niż te, które zrobił ktośtam. I kupiłam dwie ich płyty, bo były tanie jak barszcz. O połowę tańsze, niż w sklepie internetowym.

Zgnoiłam sobie buty i do tej pory nie chciało mi się ich wyprać.. Nadal mi się nie chce. Tak więc jedne trampki mam szare od popiołu, drugie od wyschniego, brudnego piachem piwa.

Mało o samym koncercie, ale recenzje zostawiam prawdziwym fanom.

06
lip
09

windą do nieba

..Już mi niosą suknię z welonem
Już Cyganie czekają z muzyką
Koń do taktu zamiata ogonem
Mendellsohnem stukają kopyta..

Nie, nie ślubuję jeszcze. Tak mi właśnie pewne forum przypomniało, jakim to bezsensem jest puszczanie “Windą do nieba” na weselach. Ja już dawno mam postanowione, że ewentualna orkiestra ma definitywny zakaz grania tego, a ewentualny kamerzysta puszczania w tle filmiszcza. Bo jakże to – biorę ślub, wielkim szczęściem będący, a oni mi grają:

..Mój piękny panie ja go nie kocham, taka jest prawda
Pan główną rolę gra w każdym śnie..  ?

A w życiu! Nie zgadzam się, protestuję i po ryju ktoś dostanie! Nawet, jeżeli sobie jakiś gość zażyczy, to niech nie grają, pod groźbą obniżenia zapłaty. :P   Bardziej na miejscu są “Złote obrączki”, a jak ktoś chce się miło pobujać, to zabrzmi jakieś przyjemne dyskopolo.

Wsłuchujcie się ludzie.

26
maj
09

APSurdalia

To to, gdzie byliśmy – ja, Towarzysz, Owieczka, Mat i tłumek (bo padało początkowo) obcych ludzi – w piątek wieczorem. Wieczorem znaczy po 17stej wyjechaliśmy, by zdążyć na kilka utworów Całej Góry Barwinków, którzy są całkiem sympatycznym zespołem, przy którym można się dobrze ubawić. A wróciliśmy po 23, zdążywszy zdaje się na ostatni autobus nie-nocny. Właściwie to mieliśmy do nocnego 20 minut, wiec postanowiliśmy przejść pieszo z jeden przystanek (gdzie miała i tak być przesiadka), a tam niespodzianka – od razu jechał lepszy autobus. :P

Po CGB byli Maleo, którymi niezbyt się zachwycaliśmy, a następnie Afro Kolektyw, na który to głównie w ogóle pojechaliśmy. Bo trzeba wiedzieć, że Marcin bardzo lubi Afro Kolektyw, pisze maile do .afrojaxa, którego od razu jak zobaczył, poprosił o możliwość zrobienia sobie z nim zdjęcia (była po koncercie). Sidneya Polaka sobie darowaliśmy.

Koncert był prześwietny – żałowałam, że nie znam tekstów ich utworów. Muzyka przypadła mi do gustu, że teksty dobre to ja wiem skądinąd, może zacznę kiedyś słuchać. Wokalista skakał po scenie i pod sceną, publika tylko pod sceną, odgrodzona płotkiem. :P Energiczny, żywiołowy koncert.

Potem łaziliśmy w tę na nazad, żeby słowo wcielić w życie i zrobić zdjęcie z zespołem. W końcu znaleźliśmy ich na szczęście niedaleko płotka, Towarzysz zawołał, zdjęcie ładne, zrobione, ja też się zmieściłam i wszyscy żyli długo i szczęśliwie.

A że współlokatorzy akademiccy Marcina pojechali do domów, to mieliśmy święty spokój, choć zawsze przy wchodzeniu tam bez dawania dokumentów się stresuję. Aha – ktoś mnie pacnął w tyłek (kurwa jego mać, choć z pewnej strony to komplement)!! >:-> Ogólnie cały weekend tam spałam nielegalnie i za darmo.

24
kwi
09

czekanie

Po pierwsze i najważniejsze – mam bilet na Flogging Molly. 9 czerwca 2k9tego roku będą w Progresji. Bilety tanie – 45 zł, odległość od akademiku – znikoma. Mam tek koncert pod samym nosem i wstyd byłoby nie iść!

No.

Po następne: mam mnóstwo roboty. mam takie mnóstwo roboty, że pisanie o tym na blogu jest stratą cennego czasu, który powinnam spędzić ucząc się i odrabiając lekcje. Z fizyki zalicyłam jedne laboratoria. Great success. Dostałam trzy z kropką, która podobno oznacza wyrok śmierci.. Cóż. Jeśli tak, to jest jak wyrok śmierci na człowieku chorym na raka. :P Ogólnie prze-kichane.

W środę ognisko/grill. Pójdę może, czemu nie w końcu, right? Zastanawiam się czy oddać krew. W sumie mogę, nieprawdaż? Prawdaż. To i może pójdę, fajnie będzie. mam nadzieję, że nie odeślą mnie tym razem z niczym, a raczej z całą krwią nadal w ciele. ;)

12
kwi
09

jajco

Po pierwsze, muszę nauczyć się jak ukryć link w obrazku, bo zaglądając drugi raz na stronkę, skąd go wzięłam, zobaczyłam, że właściciel sobie tego Życzy. ^^ Będzie to mój drugi legalny obrazek. :D

No i udało się.

Dziwnie mi, bo Marek z forum AM do mnie na gg zagadał. Ale jestem w stanie go zrozumieć, w końcu jest pijany i nie wie co czyni.

Wielkanoc bez echa. Może kiedyś zrozumiem po co się wysilać. kiedy będę miała własny dom, własny kurz i własnych gości. ;) Póki co, nie wiem o co tu chodzi.

W pokoju z TV ludność ogląda filmy z kaset na DVD zgrane, z czasów dawnych, czyli mojej malińkości. jak też się ciocia ekscytuje.. wszyscy się ekscytują, przeżywają, fajnie im w sumie, mogą wspomnieć to i owo.

10
mar
09

dzień kobiet

Geomatyka zdana, wracam do obijania się.. a właściwie do obijania się bardziej. Praktycznie każdy odpowiedział prawidłowo na jedno pytanie, a później padło o kąt płaski. Rzeczywiście, czegoś tu nie rozumiem, skoro wszystko, co mówiliśmy było źle. ;) Ale z głowy.

Poszukuję stylu. Mój jest nijaki, zmienny, codziennie inny i niepasujący do wczoraj. Nie wiem co kupować, bo podobają mi się zarówno rzeczy kobiece (nie w sensie damskie, bo to oczywiste, ale podkreślające kobiecość) jak i te wyróżniające się, użyję tego słowa, trudno – punkowe nieco, będące tym szczegółem, który sprawia, że zadzieram nos do góry. Mam zestawy ubrań, bo dana bluzka pasuje tylko do jednych spodni na przykład.

Proszę, mam kwiatka. Nie wiem, skąd autor bloga go wziął, ale skoro mi dał – wszak jestem kobietą, “panią” – to się pochwalę. Myślę, że jest bardzo sympatyczny, ten kwiatek. Marcinowi się nie podoba i twierdzi, że podejrzany, ale moim zdaniem bardzo sympatyczny i na poprawę humoru w sam raz.

19
lut
09

długi, nudny wpis

Siedzę u Towarzysza, powoli się uczę, dziś tłusty czwartek, o czym przypomniała mi nasza-klasa. Wczoraj wieczorem na n-k wlazłam wszystkim moim znajomym na profile. A co mi tam. :P A przynajmniej sobie popatrzyłam kto do jakiej szkoły poszedł, z tych, którzy w ogóle gdzieś poszli. Niektórzy nie poszli z lenistwa chyba, bo uczyli się całkiem nieźle, a przynajmniej nie gorzej niż choćby ja, a ja się przecież dostałam. Choć może po prostu postawili na jakąś szkołę jedną, która pewnikiem miała być, a tu kicha. Tak jak bym i ja wylądowała, gdybym tylko do pewnika – Politechniki Poznańskiej papiery zamierzała składać. Tam się nie dostała, na szczęście wcześniej był WAT. ^^ A wracając do ludzi.. Inni nie poszli z braku umiejętności, choć takich z brakiem to w sumie bardzo mało, albo wręcz wcale, ;P bo z tego co pamiętam, to nie przypominam sobie nikogo, gdzie widząc brak szkoły pomyślałabym “ano tak”. No a reszta nie poszła, bo nie miała jeszcze matury, albo pisała ją dawno, w czasach, gdy studia nie były tak podstawowe.

Z tego nic nie wynika co piszę. Większość ludności poszła do Poznania, na polibudę, UAM, czy Uniwersytet Ekonomiczny. Potem Konin – PWSZ. Następnie Toruń – kilka osób, Warszawa – dwie (w tym ja), jedna osoba we Wrocławiu i jedna w Łodzi. W sumie wszystko niedaleko, chociaż to “niedaleko” to zależy pewnie od osoby. Jako że mam do domu w linii prostej ponad 200 kilometrów, do Towarzysza z Warszawy 180 w innym kierunku, to Polska mi zmalała. Fajnie jest, mam Internet i mogę sobie połączenia szukać wszędzie. No i wertując mapy odległości straciłam wątek. :->

Siedzę sobie u Towarzysza, powoli się uczę, choć raczej mało skutecznie, jak widać. Bo Internet jest, w dodatku szybki, dlatego mogę szybko pisać. ;P Nie no. Ale Net, ten Net.. Z jednej strony fajnie, okno otwarte na świat, znajomi, forum ActionMagowe, słownik pod ręką i na oku, razem z encyklopedią, radiem, notatkami, fajnie mówić: “jestem uzależniona i dobrze o tym wiem, więc czuję się w pełni usprawiedliwiona i mogę sobie bezkarnie w Necie przesiadywać, takim ćpun”. Ale z drugiej strony.. rzadko, no ale jednak, zdarza się. Kilka razy się zdarzyło, że aż pomyślałam, “niech koleżanka pożyczy ode mnie kabel, bo się uczyć nie mogę!”. :P No i nie uczę się. Teraz jeszcze jakoś ujdzie, bo mam notatki na kartkach, więc kompa mogę nie włączać, ale jak przeczytam własne i zabiorę się za fullwypasione zeskanowane przez kogoś, a nie wydrukowane, to zrobi się cienko. Choć zresztą, przecież i tak nie czytam nawet tych papierowych.

A przydało by się, nie powiem. Profesor doktor habilitowany inżynier został wyrzucony z Politechniki Warszawskiej, bo wszystkich oblewał. U nas go zatrudnili i cóż rzec – kontynuuje. ^^ Kilkadziesiąt osób nie dopuszczono do egzaminu, bo nie zaliczyły ćwiczeń. A pisemny to już tylko dwudziestoosobowa garstka zdała. O ustnym nie mam informacji. :) Od razu po pisemnym się na Gmailu głosy odezwały, żeby i z WATu gościa wyrzucić, ale jestem przeciw! Po pierwsze – jest dobry, po drugie – jest bardzo dobry, po trzecie – i tak musimy to wszystko umieć w stopniu zaawansowanym (i profesor mówił o tym), po następne – strasznie mi to wjeżdża na ambicję, kiedy mało kto coś potrafi. :D No i wtedy się bardziej przykładam.. a przynajmniej zamierzam, bo na razie to cieniutko z tym. -.-

O szkole już było, hmm.. No to siedzę sobie u Towarzysza i piszę bloga zamiast skorzystać z okazji, że wstałam wcześniej i nie wróciłam do łóżka spać po odjeździe wszystkich domowników do szkół, i się uczyć. “Ano trudno”, myślę sobie, ale później pożałuję. i ta świadomość wcale nie sprawia, że bardziej mi się chce. :P Nie wiem, może potrzeba mi innej motywacji. Oczywiście zamierzam się uczyć w drugim semestrze regularnie, nie na ostatnią chwilę i tak, żeby umieć. Ale już nie miało być o szkole.

No ale jednak.. To siedzę u Towarzysza już prawie tydzień, nie licząc kilku godzin, bo przyjechałam po dwudziestej w zeszły czwartek. Każą mi jeść, a mnie się nie chce rano jeść za bardzo. Pan Tata sobie ze mnie żartuje, aż mam chęć rzeczywiście – nie zjeść co prawda, ale pozbierać śniegu trochę z podwórka i rzucić gdzieś indziej. -.- Tak jakbym ja musiała nie wiadomo ile tego jedzenia wchłonąć. A ja wolę wieczorem, choć to niezdrowo, ale akurat wtedy czuję chęć na jedzenie. Nie wiem, bo to pora obiadowa może, jak się ma tak zegar biologiczny ustawiony. Wspominałam już może o tym? Wstaję późno i chodzę spać późno. I nic w tym dziwnego nie ma.

Dobrze, że szkic wpisu się sam zapisuje, bo mi myszka spadła na podłogę i kliknęła, zamykając jednocześnie okno Firefoxa. Słucham Mozarta, bo miałam się uczyć. A nie. Słucham Mozarta, bo innego czegoś mi się nie chce, bo się zbrzydnie i głowa mnie rozboli. Zadzwonili do Dziadka, żebym sobie posłuchała. W przyszłości jak będę stara i obolała, może nawet na wózku, to też będę siedzieć w Necie. jak mi starczy refleks pozwoli, to sobie i w gry pogram nawet. A ostatnio mnie chęć naszła na Unreal Tournamenta, ale 2003 raczej, bo bez pojazdów. Chociaż w późniejsze też bym mogła, przecież samemu się wybiera w co gra.

Mamy plan zajęć. Fizyka mnie boli, ale muszę to przeżyć jakoś i się nauczyć, bo egzamin będzie, a nie jakieś tam zaliczenie. :/ I podobno rachunek wyrównawczy jest trudny, ale to jak zobaczę, to ocenię. Jest też język angielski, ciekawe na jakim poziomie i czy trudny. I różne przedmioty mające geodezję i tym podobne w nazwie. I praktyki w Opatowie w lipcu. Będzie ciekawie, co niekoniecznie znaczy, że miło i przyjemnie.

Ciul, zrobię sobie przerwę i wymyślę postać do sesji w realiach Fallouta. Swoją drogą ciekawa idea.. ;)

Tak, wiem, że kolory z kapelusza. :P

07
gru
08

wyjazdy, wyjazdy..

Dwa tygodnie temu wyklinałam miejskie autobusy za spóźnienia, zastanawiając się, czy zdążę na pociąg. W zeszłym tygodniu grzałam się u Towarzysza. Teraz siedzę i czekam tylko na Święta, bo wcześniej nic się nie wydarzy.

Zdjęcia z Targów

22-23 listopada było PGA, czyli Poznań Game Arena, czyli targi poznańskie multimediów i rozrywki. Przeklinanie autobusów wzięło się z tego, że na dworzec jedzie się pół godziny, więc wyszłam godzinę przed wyjazdem, coby się nie spóźnić, a autobus jeżdżący niby co 15 minut spóźnił się o te pół h. Gdyby zatrzymał się na choć jednym przystanku “na życzenie”, to bym nie zdążyła. Gdybym wolniej biegła, albo zatrzymała się na chwilę, potknęła na schodach bądź cokolwiek – też bym nie zdążyła, gdyż tuż przed schodami na peron usłyszałam “pociąg srutututu odjedzie..”. No i w samą porę się pojawiłam. Ulga. Zasłane autobusy.

PGA jak PGA. W tym roku mniej podjarania, a co za tym idzie mniej zdjęć. Nie chciało mi się też fotografować tego samego, co rok temu. Co nowego.. wszystko odbyło się w jednej dużej hali, a nie jak ostatnio – w trzech. Z tego ustawienia wynikła pewna irytująca rzecz, a mianowicie hałas, co przeszkadzało zwłaszcza podczas sesji RPG. Z drugiej strony, dzięki temu wszędzie było blisko i odwiedziliśmy arenę z multimediami częściej.

Byliśmy tam od rana, do samego końca, nie mając nic innego do roboty w Poznaniu. A i nocleg mieliśmy blisko, bo z dworca do Targów niedaleko, a nocowaliśmy w dworcowym KFC. Nasz zeszłoroczny Mistrz Gry (bo go w tym roku spotkaliśmy i również mieliśmy z nim sesję) mówił, że za rok nas przenocuje. :P Oczywiście mogliśmy spać w wygodnych ciepłych łóżeczkach, ale to oznaczało wyjazd z targów przed osiemnastą, czyli ponad dwie godziny przed końcem pierwszego dnia. Zostaliśmy, dzięki czemu Adrian został wylosowany w konkursie.

Podobało mi się. Za rok również chciałabym jechać, ale tym razem załatwimy sobie wygodniejsze spanie.

Tydzień temu byłam u Towarzysza. Pojechałam w czwartek, a wróciłam we wtorek rano, bo w nocy był autobus. Cóż rzec mogę. Zawsze tam jet miło, zwłaszcza dlatego, że jest mój Luby. W niedzielę pojechaliśmy na zawody strzeleckie do Białegostoku, skąd dostałam zdjęcie Łukasza Czapli, a nawet dwa. mam też zdjęcie zrobione telefonem z Renatą Mauer-Różańską. Strzelanie jest rzeczą, która może mi imponować. Fajne jest.

Na wyjazd dostałam sporą bułkę drożdżową, dzięki czemu miałam co jeść przez kilka posiłków. ;) Mniam. Szkoda było wyjeżdżać. Towarzysz zrobił mi konto SPORE, mogę sobie grać. I Carmageddona dwójkę, oraz Wormsy dał do zainstalowania. Nieważne. Ledwie wyjechałam, już tęsknię, bo tym razem trzeba będzie dłużej poczekać na następne zobaczenie się.




counting bodies..

  • 8,861 sheeps

“kalendarz”

kategorycznie