
Rezonans 23 września. I tak krótko. Do tego czasu mam czas wolny, gwarantowany bez uciążliwości w postaci tabletek, termometrów, wyjazdów do poznańskich lekarzy i innych tym podobnych. Nic mnie nie boli, nic mi nie grozi w stylu nagłej śmierci, a nawet nienagłej też. Tylko objaw, po którym na bilansie poznano, że lepiej, by mnie posłano tu i ówdzie na wszelki wypadek, mi dokucza. Jak wrzód na tyłku. Nie bardziej niż zwykle, nie mniej, a tak samo, ale niecierpliwość, niesprawiedliwość mnie uwiera. A tu lato. :/
“Lato wszędzie. Zwariowało, oszalało moje serce..” Co prawda zwariowało oszalało w samym środku deszczowej jesieni, ale utrzymuje się w tym zwariowaniu nadal i opuszczać go nie zamierza. I słusznie, bo dobrze mi z tym.
Spisawszy (o.O?) sobie stacje między przesiadką, a wysiadką, nie muszę sie obawiać pomylenia miejsca, gdzie mam wehikuł opuścić z innym – wcześniejszym, bądź późniejszym – jak to bać się mam w zwyczaju. ^^” Tak się bowiem złożyło, że zamiast gościć Gościa, sama jadę w gościnę. No bo koncert. Ale nic to – nie dość, że zobaczymy się kilka godzin wcześniej, to rozstaniemy kilka godzin później, niż gdyby poszło zgodnie z planem i zapowiedzią. ^^ Tylko ten lipiec.. :S

komentarze