Zdałam dziś egzamin na prawo jazdy. Był ustalony na 7:30, a obudziłam się za cztery siódma, kiedy to
przyjechała podwózka. Głupi budzik w komórce w ogóle nie zadziałał. Lecz zanim pan Stach zadzwonił do drzwi, już byłam ubrana do wyjścia. Tylko czesanie, łazienka, krem, buty, i można iść. Pięć po wyjechaliśmy i zaczęłam się jak zwykle przy takich okazjach trząść. :] A później zdałam.
Miałam parkowanie prostopadłe w lewo i zawracanie na trzy. Raz zmieniłam pas ruchu na pasach, ale za drugim razem już pojechałam poprawnie, więc się nie czepił egzaminator. Za to zwrócił mi uwagę, że za wolno jadę. A co on myśli – pojadę szybciej, a ten mi wyskoczy z zakrętem czy czymś i nie zdążę zareagować. Pan Stanisław wypatrzył jeszcze, że nie zatrzymałam się na zielonej strzałce w prawo, ale to nieprawda. A mógł wypatrzyć, bo przez większość egzaminu nas śledził. xP
Następnie udaliśmy na targ, jedzenia szukać, potem podjechaliśmy do sklepu, bo na targu szukanego jedzenia nie znaleźliśmy. W końcu ruszyliśmy do domu na szampana i śniadanie. Bo zjeść wcześniej jakoś nie zdążyłam. Za dwa tygodnie odbiór tekturki.

Hura!
:* :* :*
Ja też się cieszę