Posty otagowane ‘ActionMag

12
kwi
09

jajco

Po pierwsze, muszę nauczyć się jak ukryć link w obrazku, bo zaglądając drugi raz na stronkę, skąd go wzięłam, zobaczyłam, że właściciel sobie tego Życzy. ^^ Będzie to mój drugi legalny obrazek. :D

No i udało się.

Dziwnie mi, bo Marek z forum AM do mnie na gg zagadał. Ale jestem w stanie go zrozumieć, w końcu jest pijany i nie wie co czyni.

Wielkanoc bez echa. Może kiedyś zrozumiem po co się wysilać. kiedy będę miała własny dom, własny kurz i własnych gości. ;) Póki co, nie wiem o co tu chodzi.

W pokoju z TV ludność ogląda filmy z kaset na DVD zgrane, z czasów dawnych, czyli mojej malińkości. jak też się ciocia ekscytuje.. wszyscy się ekscytują, przeżywają, fajnie im w sumie, mogą wspomnieć to i owo.

19
lut
09

długi, nudny wpis

Siedzę u Towarzysza, powoli się uczę, dziś tłusty czwartek, o czym przypomniała mi nasza-klasa. Wczoraj wieczorem na n-k wlazłam wszystkim moim znajomym na profile. A co mi tam. :P A przynajmniej sobie popatrzyłam kto do jakiej szkoły poszedł, z tych, którzy w ogóle gdzieś poszli. Niektórzy nie poszli z lenistwa chyba, bo uczyli się całkiem nieźle, a przynajmniej nie gorzej niż choćby ja, a ja się przecież dostałam. Choć może po prostu postawili na jakąś szkołę jedną, która pewnikiem miała być, a tu kicha. Tak jak bym i ja wylądowała, gdybym tylko do pewnika – Politechniki Poznańskiej papiery zamierzała składać. Tam się nie dostała, na szczęście wcześniej był WAT. ^^ A wracając do ludzi.. Inni nie poszli z braku umiejętności, choć takich z brakiem to w sumie bardzo mało, albo wręcz wcale, ;P bo z tego co pamiętam, to nie przypominam sobie nikogo, gdzie widząc brak szkoły pomyślałabym “ano tak”. No a reszta nie poszła, bo nie miała jeszcze matury, albo pisała ją dawno, w czasach, gdy studia nie były tak podstawowe.

Z tego nic nie wynika co piszę. Większość ludności poszła do Poznania, na polibudę, UAM, czy Uniwersytet Ekonomiczny. Potem Konin – PWSZ. Następnie Toruń – kilka osób, Warszawa – dwie (w tym ja), jedna osoba we Wrocławiu i jedna w Łodzi. W sumie wszystko niedaleko, chociaż to “niedaleko” to zależy pewnie od osoby. Jako że mam do domu w linii prostej ponad 200 kilometrów, do Towarzysza z Warszawy 180 w innym kierunku, to Polska mi zmalała. Fajnie jest, mam Internet i mogę sobie połączenia szukać wszędzie. No i wertując mapy odległości straciłam wątek. :->

Siedzę sobie u Towarzysza, powoli się uczę, choć raczej mało skutecznie, jak widać. Bo Internet jest, w dodatku szybki, dlatego mogę szybko pisać. ;P Nie no. Ale Net, ten Net.. Z jednej strony fajnie, okno otwarte na świat, znajomi, forum ActionMagowe, słownik pod ręką i na oku, razem z encyklopedią, radiem, notatkami, fajnie mówić: “jestem uzależniona i dobrze o tym wiem, więc czuję się w pełni usprawiedliwiona i mogę sobie bezkarnie w Necie przesiadywać, takim ćpun”. Ale z drugiej strony.. rzadko, no ale jednak, zdarza się. Kilka razy się zdarzyło, że aż pomyślałam, “niech koleżanka pożyczy ode mnie kabel, bo się uczyć nie mogę!”. :P No i nie uczę się. Teraz jeszcze jakoś ujdzie, bo mam notatki na kartkach, więc kompa mogę nie włączać, ale jak przeczytam własne i zabiorę się za fullwypasione zeskanowane przez kogoś, a nie wydrukowane, to zrobi się cienko. Choć zresztą, przecież i tak nie czytam nawet tych papierowych.

A przydało by się, nie powiem. Profesor doktor habilitowany inżynier został wyrzucony z Politechniki Warszawskiej, bo wszystkich oblewał. U nas go zatrudnili i cóż rzec – kontynuuje. ^^ Kilkadziesiąt osób nie dopuszczono do egzaminu, bo nie zaliczyły ćwiczeń. A pisemny to już tylko dwudziestoosobowa garstka zdała. O ustnym nie mam informacji. :) Od razu po pisemnym się na Gmailu głosy odezwały, żeby i z WATu gościa wyrzucić, ale jestem przeciw! Po pierwsze – jest dobry, po drugie – jest bardzo dobry, po trzecie – i tak musimy to wszystko umieć w stopniu zaawansowanym (i profesor mówił o tym), po następne – strasznie mi to wjeżdża na ambicję, kiedy mało kto coś potrafi. :D No i wtedy się bardziej przykładam.. a przynajmniej zamierzam, bo na razie to cieniutko z tym. -.-

O szkole już było, hmm.. No to siedzę sobie u Towarzysza i piszę bloga zamiast skorzystać z okazji, że wstałam wcześniej i nie wróciłam do łóżka spać po odjeździe wszystkich domowników do szkół, i się uczyć. “Ano trudno”, myślę sobie, ale później pożałuję. i ta świadomość wcale nie sprawia, że bardziej mi się chce. :P Nie wiem, może potrzeba mi innej motywacji. Oczywiście zamierzam się uczyć w drugim semestrze regularnie, nie na ostatnią chwilę i tak, żeby umieć. Ale już nie miało być o szkole.

No ale jednak.. To siedzę u Towarzysza już prawie tydzień, nie licząc kilku godzin, bo przyjechałam po dwudziestej w zeszły czwartek. Każą mi jeść, a mnie się nie chce rano jeść za bardzo. Pan Tata sobie ze mnie żartuje, aż mam chęć rzeczywiście – nie zjeść co prawda, ale pozbierać śniegu trochę z podwórka i rzucić gdzieś indziej. -.- Tak jakbym ja musiała nie wiadomo ile tego jedzenia wchłonąć. A ja wolę wieczorem, choć to niezdrowo, ale akurat wtedy czuję chęć na jedzenie. Nie wiem, bo to pora obiadowa może, jak się ma tak zegar biologiczny ustawiony. Wspominałam już może o tym? Wstaję późno i chodzę spać późno. I nic w tym dziwnego nie ma.

Dobrze, że szkic wpisu się sam zapisuje, bo mi myszka spadła na podłogę i kliknęła, zamykając jednocześnie okno Firefoxa. Słucham Mozarta, bo miałam się uczyć. A nie. Słucham Mozarta, bo innego czegoś mi się nie chce, bo się zbrzydnie i głowa mnie rozboli. Zadzwonili do Dziadka, żebym sobie posłuchała. W przyszłości jak będę stara i obolała, może nawet na wózku, to też będę siedzieć w Necie. jak mi starczy refleks pozwoli, to sobie i w gry pogram nawet. A ostatnio mnie chęć naszła na Unreal Tournamenta, ale 2003 raczej, bo bez pojazdów. Chociaż w późniejsze też bym mogła, przecież samemu się wybiera w co gra.

Mamy plan zajęć. Fizyka mnie boli, ale muszę to przeżyć jakoś i się nauczyć, bo egzamin będzie, a nie jakieś tam zaliczenie. :/ I podobno rachunek wyrównawczy jest trudny, ale to jak zobaczę, to ocenię. Jest też język angielski, ciekawe na jakim poziomie i czy trudny. I różne przedmioty mające geodezję i tym podobne w nazwie. I praktyki w Opatowie w lipcu. Będzie ciekawie, co niekoniecznie znaczy, że miło i przyjemnie.

Ciul, zrobię sobie przerwę i wymyślę postać do sesji w realiach Fallouta. Swoją drogą ciekawa idea.. ;)

Tak, wiem, że kolory z kapelusza. :P

01
wrz
08

VI Zlot AM 21-25.08.2008r.

Wiedzieliście, że w Toruniu będą kręcić film Prince of Persia? W klimatach Piasków Czasu..

No cóż, ja też nie. Tak mi sie tylko zdjęcie skojarzyło. Toruń stał sie za to miejscem innego wydarzenia – drugi raz już odbył się tam zjazd AM. Na tym akurat byłam. :)

Największą atrakcją zjazdu byli w sumie sami Actionmagowcy. Sympatyczni, cudowni ludzie. :P ..Mili.. uprzejmi.. xD Nie no. Naprawdę świetne, zróżnicowane towarzystwo. Płciowo też było zróżnicowane, choć jak przyjechałam, to mieli jeszcze małe gejparty. :P Później pojawiły się Pszczóła i Łysa Owieczka i przez większość zjazdu było nas trzy.

Siedziby Radia Maryja nie zwiedziliśmy. Szkoda, nie było szansy zobaczyć Rydzyka. ;) Byliśmy za to w planetarium, co zmusiło nas do regeneracji sił, gdyż seans był bardzo usypiający. Poza tym obejrzeliśmy i spenetrowaliśmy zamek Krzyżacki, a właściwie to jego ruiny. Prawdopodobnie nie wolno było dotykać eksponatów, bo były odgrodzone sznurkami, ale cóż. Nikt nie pilnował. ;P

Żywiłam się bułeczkami śniadaniowymi z Biedronki, polecanymi przez Szaka. Były bardzo smaczne i nic mi po nich nie dolegało. :) Marcin ma inne zdanie na ich temat, ale jadł i tak. To na śniadanie i nieraz na kolację. Na obiad zazwyczaj były naleśniki. Nie, nikt nam ich nie dawał. Naleśniki kupuje się w naleśnikarni. :P Były przepyszne, chociaż po drugim takim posiłku zachciewało sie czegoś innego, a po trzecim się postanowiło nie jeść już naleśników. Poszliśmy więc do Metropolis na pizzę. Na dwie pizze familijne na pięć osób, którymi to pizzami nażarliśmy się jak nie wiem. xP Były ogromne! I stosunkowo tanie, przynajmniej w porównaniu z tym marnym gównem robionym w Koninie. :>

Co do picia.. Wypiłam dwa piwa przez cały zjazd. Jedno do pizzy (nie wiem jak je zmieściłam), drugie w Kafefajce. Byliśmy tam tylko raz. Kafefajka to taki wymysł, gdzie można popalić fajkę wodną, jeśli się nie ma niepełnoletnich kolegów przy sobie. :) My mieliśmy, więc trzeba było zadowolić się piwem/sokiem/co kto chciał. Przekonałam się, że piwo, jeśli zadziała, sprawia wielką przyjemność i jest się odważniejszym. Nie chcę potrzebować do tego piwa. :( Popracuję. Wracając do Kafefajki – stosują taki sprytny zabieg, że jak się nic nie zamawia, to podgłaszają muzykę, że nie można normalnie pogadać, trzeba bardzo głośno. Cwaniaki. :P

Większość czasu przesiedzieliśmy w innym lokalu, a mianowicie siedzieliśmy Pod Aniołem. ;) Tam szefostwo było przewrażliwione na dźwięk i zawsze uciszało grającego na fortepianie Metisa. Nic to, że AMagowcy stanowili większość ich klientów. Nie zrażając się jednak, codziennie się tam zjawialiśmy. :) Było dość miejsca, dość wygodnie, dość chłodno i dość wszędzie blisko. :P W końcu zaraz przy pomniku Kopernika. :) Tam się gromadziło, siedziało, rozmawiało, słuchało Donalda i nie tylko, śmiało z głodu ZoltaRa, żartowało z Phantasmagora, oczywiście piło piwo lub napoje, tam się myślało gdzie się w końcu ruszymy, zamiast siedzieć w jednym miejscu.. i stamtąd ostatecznie rozeszliśmy się na dworce ostatniego dnia. :) Więcej czasu spędziliśmy chyba tylko w akademiku.

Akademik UMK prezentował się całkiem nieźle, ładnie, niesyfiasto i ogólnie ok. A ściany były żółte. :P Pokoje w większości trzyosobowe, ale można było mieszkać w dwójkę, jako, że AMagowcy przyjeżdżali i odjeżdżali, a niektórzy nie pojawili się, mimo deklaracji. Działo się tu mniej więcej to samo, co pod Aniołem, tyle, że wieczorami i w nocy. :) Dodatkowo jeszcze złożyłam podpis na bułce, mogłam posłuchać jak część ludności gra lub pitu-pituje na gitarach, pośpiewać, jeśli znałam słowa, albo normalnie się wyspać. Czy raczej pójść spać, bo ani razu się nie wyspałam. Nie wspominam o myciu się, załatwianiu potrzeb fizjologicznych dla Szatana, czy jedzeniu, bo to jest oczywistością. :P

Poza wspomnianym usypiającym planetarium i zrujnowanym zamkiem widzieliśmy także zegar słoneczny dla ślepych – z dziurkami do czytania i dla głuchych – wybijający godziny. A także przeszliśmy się promenadą, stumilowym mostem, obeszliśmy z daleka kilka kościołów, ;) minęliśmy trochę zabytków robiąc parę zdjęć, wstąpiliśmy na plac zabaw, jak na młodzież przystało, widzieliśmy fontannę, która podobno bryzgała i świeciła w rytm melodii, słuchaliśmy opowieści PMG o tajnikach Wikipedii, karmiliśmy ZoltaRa, wpadliśmy na orbitę Sariusa, przebijaliśmy bąbelki w folii i wiele innych. :)

Podobało mi się. :)

“Boże AMaga, któryś jest w niebie, módl się za nas sam do siebie.

09
lip
08

gożkie żale

Kilka godzin temu miałam myśl, co tu napiszę, ale, że przyszła siostra, musiałam to odłożyć. Teraz oczywiście nie pamiętam wszystkiego. Trudno. Czytałam nowego (105) ActionMaga i przyszło mi do głowy, że tak, że pisać też nie umiem. Zresztą nieraz przychodziło mi to do głowy podczas pisania bloga. Czytam, czytam i spodobał mi się ten AM – nie musiałam bardzo wysilać mózgu, żeby zrozumieć teksty. Nie mam łatwości słowa. Umiem opowiedzieć wydarzenie, ale nie  umiem wyrazić własnej opinii. Nie umiem pisać porządnie, tylko jak najprościej. Tak jak z angielskim – “warto w to, co mówimy wpleść jakieś wypasione słowo, które podnosi poziom wypowiedzi”. Nie znam słów, żeby dobrze pisać. I mam kompleksy z tego powodu. :>

Z innych powodów zresztą też. Nie umiem grać na niczym, tylko kilka melodyjek z podstawówki na flecie. Nie umiem śpiewać, ani w szachy, karty grać po mistrzowsku, ni w warcaby choćby. W karty w ogóle mało umiem. Ani wiedzy wielkiej nie mam, za to obwód owszem – niestety. Zawsze myślałam, żem inteligentna, ale gdzie potwierdzenie? Nie ma, więc..? Po co mi inteligencja i poczucie humoru (które też domniemywam – mam), skoro się siedzi i niemówi? ;P

Z tym się wiąże, albo to się wiąże ze strachem pewnym przed ludźmi. Jeszcze-nie-teść nie wierzy, że mówię, że jest fajny.. hym. W sumie, że się go boję, też przyznałam. To taki przykład, innych również lubię i jednocześnie boję się odezwać. Teść zabawny jest (i na dłuższą metę pewnie męczący, ale nie znam go z dłuższej mety :P ), a ja jak buc stoję/siedzę i nie wiem, czy się śmiać – co mi tak w stresie łatwo nie przychodzi (tzn. w nowym towarzystwie), czy prostować – “to róże, nie maki” – a prostowanie ironii jest głupie i niefajne. Niech ktoś mi da impuls do przełamania. Tylko jasny gwint, ile tych impulsów?! Bo każde nowe towarzystwo musiałoby mi jakiś dać (życie byłoby ciekawe.. ;) ).

Boję się, że nie znajdę jakichś bliższych znajomków na studiach. W liceum miałam pecha – pierwsza koleżanka przeniosła się do innej klasy, druga – do innej szkoły. A później wszyscy już byli zakolegowani, a ja zostałam na lodzie. K*a. :/

Andrzej przyznał, że byliśmy – ja i on – autsajderami w tej naszej klasie. I przeprosił mnie, że jak był pijany na wycieczce, to krzyczał, że go kocham. xP W końcu się doczekałam. ^^ I dowiedziałam się, że na tej samej wycieczce krzyczał na Martę i Karolinę, czemu się ze mną nie kolegują. To miłe z jego strony. :) Andrzej swój chłop.

W ten sposób nie wynoszę z liceum żadnej znajomości, którą warto utrzymać, poza tą jedną.

Dodatkowo, wkurzającym jest, że jak ludzie mówili, to do kogoś, kto stał obok. Kto się zwracał do mnie, no kto? Nie no, ja rozumiem – jego/ją się lepiej lubi i zna. Przypomnę, jak się pochwaliłam znajomością z człowiekiem z woj. Podlaskiego (mru, Marcin :*). “My ci nie wystarczymy?” – spytała Asia. Ot, nie wystarczycie, pozwolę sobie teraz odpowiedzieć. I domyślcie się k*a czemu. ^^

26
mar
08

zakładki

Aga zrobiła fotobloga zamiast bloga. Nie ocenia nikt digarta. Nie umiem na maturę.

Pierwsza zakładka (a są w kolejności losowej) to Koniński Klub Fantasy czyli KKF. Postanowiliśmy zrobić takie coś z kolegami. No i moja rola na postanowieniu sie skończyła, bo nawet na spotkania klubu nie chodzę. nie chce mi się, bo są w soboty o 10tej nad ranem, a ja w zwyczaju mam wstawanie o 14stej w weekendy. Się tam gra w RPGi oraz niby dyskutuje o fantastyce, ale nic mi o tym nie wiadomo. ;P

Kolejną zakładką jest nasza-klasa.pl. tam się w ogóle nic nie dzieje godnego uwagi.

Następna to Forum ActionMaga. Pierwsze forum, gdzie sie zarejestrowałam. Bo to było jeszcze zanim założyli Internet w mojej wiosce. bardzo ciekawe forum, bardzo przyjemni ludzie, bardzo fajny ActionMag (yeah, reklama :P ).

O, a potem mam Kroniki Chaosu. tu się tworzy postać i gra w RPG. ;) Spora dowolność z tym tworzeniem, i gra sie całkiem fajnie. Andrzej mi polecił to forum, bo umierało, więc zarządzili, że za wciągnięcie kogoś do gry, dostaną punkty. No i odżyło. :)

Następnie mam link na digart. Zrobiłam sobie tam konto niedawno. Och, dziś w końcu ktoś skomentował coś. Bo od kilku dni nic. :> A ten “król” bardzo ładnie mi wyszedł. :) [edit-29maja2008r.: usunęłam konto]

Kolejna zakładka to Last.fm. Ludzie mi polecili i w końcu zobaczyłam, że można “scrobblowanie” :P wyłączyć. Dzięki temu, nie będzie pokazywało muzyki rodzeństwa mojego, a z tego zwłaszcza dyskopolowych tworów, które brat przesłuchać chciał czy musiał (na imprezy).

Niżej mam Forum Katolickie. ^^ Są tam zarówno ludzie w ogólnym pojęciu normalni, jak i fanatycy (takie odnoszę wrażenie). A co tam, podyskutować można. Pokazać jak najbardziej ludzkie podejście, przeciętnego szarego zjadacza chleba, a nie indywiduum niezwykle religijnego.

Na końcu – link na WordPress. Nie loguje mnie nigdzie automatycznie, bo nie ufam rodzeństwu. Staram sie jak mogę zwłaszcza, by siostra nie poznała adresu tego bloga. ^^ No bo co?

26
lut
08

ciało

Ciało

W biurze znaleziono ciało. Odtąd każdy chciał być przesłuchiwany, niezależnie od tego, czy z trupem miał cokolwiek wspólnego, czy tego czegokolwiek nie miał. A trup milczał uparcie na temat kto go uczynił martwym, więc cóż pozostało? Zaczęto węszyć, badać i śledzić, czyli prowadzić śledztwo. Miejsce zbrodni sfotografowano, zebrano zamówienia na odbitki dla podekscytowanych pracowników, zdjęto odciski palców z wszystkiego, co pod nimi było, pobrano próbkę zarówno przeźroczystego śluzu, jak i kremu z avonu, co była w gazecie na biurku, aż w końcu stwierdzono, że zgon nastąpił tydzień temu i ktoś zwłoki tu tylko bezczelnie podrzucił. To zdejmowało podejrzenie z pani Eugenii, bardzo zakłopotanej znalezieniem nagiego, umięśnionego, męskiego ciała ściśniętego w szafce pod oknem.. Aha, i w dodatku – martwego. Wykluczono też możliwość podrzucenia go przez złośliwą koleżankę, gdyż pani Eugenia była osobą przez wszystkich bardzo lubianą.

Wieść o znalezisku, o morderstwie, o bezdusznej staruszce i w końcu – o tajnej sekcie bezdusznych staruszek nimfomanek – co było prawie wszystko zwykłymi plotkami – rozeszła się szybciej niż odór rozkładającego się mięsa… z lekką nutką spleśniałej kanapki z sałatą, bo pani Eugenia właściwie lubi sałatę, ale o tej kanapce naprawdę zapomniała! Ciało zabrano, kanapkę również, nikt specjalnie za nimi nie tęsknił.

Dostęp do szafki starszej pani mieli, nie licząc jej samej: szef, sekretarz, sprzątaczka, ochroniarz, no i każdy, kto akurat przechodził przez jej pokój, kiedy wyszła. Policja była w kropce. Do tych samych osób bowiem należały odciski palców wcześniej zebrane. Próbka śluzu należała do trupa, a próbka kremu zaginęła. W kropce było ciasno. Przyszły wyniki ściślejszych badań i.. okazało się, że ciało z szafki należy do jakiegoś studenta, którego ostatnio widziano w stolicy sąsiedniego województwa, na stole tamtejszego specjalisty. A na stół trafiło prosto z dużej szuflady na pościel w domu pana Wincenta. Dla niego widok ten był dużą odmianą, po codziennym oglądaniu błękitno – szarych pierzyn. W związku z nowym odkryciem, postanowiono prześledzić wcześniejsze losy zwłok. Najwyraźniej lubiły one podróże, bo szafka pani Eugenii była już czwartym odwiedzonym przez nie miejscem. Reprezentanci policji postanowili połączyć siły i powrócić do pierwszego przypadku, w celu ustalenia rzeczywistego pochodzenia ciała.

A ciało? Cóż, ciałem nikt się teraz nie zajmował, więc znużone pospacerowało chwilę po sali wokół stołu, po czym założyło pierwszy lepszy biały kitel, wysmarowało twarz i ręce kremem do tapet i wyszło, zastanawiając się, gdzie pójść i kogo odwiedzić tym razem…

Sprawdź w szafie.




counting bodies..

  • 8,822 sheeps

“kalendarz”

kategorycznie