Jak super i bajerancko jest walnąć sobie bloga z muzyczką, nie? Włączam takiego i natychmiast zamykam, żeby nie robić sobie wstydu wieśniackimi dźwiękami, aż tak mnie treść nie interesuje, żebym to znosiła.
Siedzę na WATcie. Wczoraj się sprowadziliśmy do akademiku, warunki niestety gorsze, co jest zrozumiałe, bo to akademik, a nie – jak przedtem – hotel. Najgorsze jest chyba to, że nie ma kibla/łazienki prywatnej, pokojowej, tylko publiczna jest i w dodatku koedukacyjna. Nie ma to jak iść za potrzebą i mijać po drodze płeć męską załatwiającą potrzebę.
Co jak co, ale to pisuary powinny być dalej od drzwi.
no cóż, nie mnie będą oglądać przechodnie.
Grupa moja jest mało zgrana. Zauważam też, że ta druga, czyli pierwsza z numeru, jest fajniejsza. W sensie – dane mi było zapoznać się lepiej z osobami z tamtej, niż z mojej. No ale nic tam.. Na wf trzeba mieć jednolite stroje. Bierzemy białe koszulki i czarne rybaczki, jako że koloru np. niebieskiego są milijony odcieni. Biel jest bielą, a czerń czernią, przynajmniej przed pierwszym WFem. i tak będziemy wyglądać różnie, bo różne są spodni i t-shrtów kroje.
A rezonans nic nie wykrył, choć efektów z tabletek nie widzę.
komentarze