W zeszłym tygodniu. To na drugi dzień od przyjazdu. Przyjechałam z daleka, w linii prostej 350 kilometrów, pociągiem 473. Warto było. Po pół godziny siedzenia przy stole bolały mnie mięśnie policzków od śmiania się. Fajnie było. Przyjemny weekend bardzo. Jadłam krewetki. Oglądałam filmy. Śmiałam się ze studniówki. Dałam prezent. Byłam na koncercie Starego Dobrego Małżeństwa. Poznałam rodziców i rodzeństwo Misia. Spotkałam Misia.
Byliśmy na spacerze i pokazał mi pobliską rzeczkę - nie taką brudną, resztki młyna i mostku. Słuchałam opowiadań Pana Taty. I spałam też. Dalej - w tym samym co Miś pokoju. Dalej - na tym samym posłaniu. Dalej - nie myślcie sobie.
” - Wyglądasz jakbyś od czterech dni nie spał.
- No a co?
“
Tęskni mi się. Następnym razem się w czerwcu zobaczymy, pewnie po zakończeniu roku. Mama nie pozwoli razem spać. Nie wiem, czy nie będę się wstydziła dać buzi nawet przy mamie. I rodzeństwo - tragedia.
Się dziwnie będą na mnie patrzeć. Zresztą. Niech mają, długo tu nie pomieszkam, mam nadzieję. Nawet mówią już, że w odwiedziny nie będę do domu ze studiów wracać, “tylko od razu tam.”. Nie wiem.
Chaotycznie coś.
Ostatnie komentarze