Dwa tygodnie temu wyklinałam miejskie autobusy za spóźnienia, zastanawiając się, czy zdążę na pociąg. W zeszłym tygodniu grzałam się u Towarzysza. Teraz siedzę i czekam tylko na Święta, bo wcześniej nic się nie wydarzy.
22-23 listopada było PGA, czyli Poznań Game Arena, czyli targi poznańskie multimediów i rozrywki. Przeklinanie autobusów wzięło się z tego, że na dworzec jedzie się pół godziny, więc wyszłam godzinę przed wyjazdem, coby się nie spóźnić, a autobus jeżdżący niby co 15 minut spóźnił się o te pół h. Gdyby zatrzymał się na choć jednym przystanku “na życzenie”, to bym nie zdążyła. Gdybym wolniej biegła, albo zatrzymała się na chwilę, potknęła na schodach bądź cokolwiek – też bym nie zdążyła, gdyż tuż przed schodami na peron usłyszałam “pociąg srutututu odjedzie..”. No i w samą porę się pojawiłam. Ulga. Zasłane autobusy.
PGA jak PGA. W tym roku mniej podjarania, a co za tym idzie mniej zdjęć. Nie chciało mi się też fotografować tego samego, co rok temu. Co nowego.. wszystko odbyło się w jednej dużej hali, a nie jak ostatnio – w trzech. Z tego ustawienia wynikła pewna irytująca rzecz, a mianowicie hałas, co przeszkadzało zwłaszcza podczas sesji RPG. Z drugiej strony, dzięki temu wszędzie było blisko i odwiedziliśmy arenę z multimediami częściej.
Byliśmy tam od rana, do samego końca, nie mając nic innego do roboty w Poznaniu. A i nocleg mieliśmy blisko, bo z dworca do Targów niedaleko, a nocowaliśmy w dworcowym KFC. Nasz zeszłoroczny Mistrz Gry (bo go w tym roku spotkaliśmy i również mieliśmy z nim sesję) mówił, że za rok nas przenocuje.
Oczywiście mogliśmy spać w wygodnych ciepłych łóżeczkach, ale to oznaczało wyjazd z targów przed osiemnastą, czyli ponad dwie godziny przed końcem pierwszego dnia. Zostaliśmy, dzięki czemu Adrian został wylosowany w konkursie.
Podobało mi się. Za rok również chciałabym jechać, ale tym razem załatwimy sobie wygodniejsze spanie.
Tydzień temu byłam u Towarzysza. Pojechałam w czwartek, a wróciłam we wtorek rano, bo w nocy był autobus. Cóż rzec mogę. Zawsze tam jet miło, zwłaszcza dlatego, że jest mój Luby. W niedzielę pojechaliśmy na zawody strzeleckie do Białegostoku, skąd dostałam zdjęcie Łukasza Czapli, a nawet dwa. mam też zdjęcie zrobione telefonem z Renatą Mauer-Różańską. Strzelanie jest rzeczą, która może mi imponować. Fajne jest.
Na wyjazd dostałam sporą bułkę drożdżową, dzięki czemu miałam co jeść przez kilka posiłków.
Mniam. Szkoda było wyjeżdżać. Towarzysz zrobił mi konto SPORE, mogę sobie grać. I Carmageddona dwójkę, oraz Wormsy dał do zainstalowania. Nieważne. Ledwie wyjechałam, już tęsknię, bo tym razem trzeba będzie dłużej poczekać na następne zobaczenie się.

komentarze