Wiedzieliście, że w Toruniu będą kręcić film Prince of Persia? W klimatach Piasków Czasu..

No cóż, ja też nie. Tak mi sie tylko zdjęcie skojarzyło. Toruń stał sie za to miejscem innego wydarzenia – drugi raz już odbył się tam zjazd AM. Na tym akurat byłam.
Największą atrakcją zjazdu byli w sumie sami Actionmagowcy. Sympatyczni, cudowni ludzie.
..Mili.. uprzejmi.. xD Nie no. Naprawdę świetne, zróżnicowane towarzystwo. Płciowo też było zróżnicowane, choć jak przyjechałam, to mieli jeszcze małe gejparty.
Później pojawiły się Pszczóła i Łysa Owieczka i przez większość zjazdu było nas trzy.
Siedziby Radia Maryja nie zwiedziliśmy. Szkoda, nie było szansy zobaczyć Rydzyka.
Byliśmy za to w planetarium, co zmusiło nas do regeneracji sił, gdyż seans był bardzo usypiający. Poza tym obejrzeliśmy i spenetrowaliśmy zamek Krzyżacki, a właściwie to jego ruiny. Prawdopodobnie nie wolno było dotykać eksponatów, bo były odgrodzone sznurkami, ale cóż. Nikt nie pilnował. ;P
Żywiłam się bułeczkami śniadaniowymi z Biedronki, polecanymi przez Szaka. Były bardzo smaczne i nic mi
po nich nie dolegało.
Marcin ma inne zdanie na ich temat, ale jadł i tak. To na śniadanie i nieraz na kolację. Na obiad zazwyczaj były naleśniki. Nie, nikt nam ich nie dawał. Naleśniki kupuje się w naleśnikarni.
Były przepyszne, chociaż po drugim takim posiłku zachciewało sie czegoś innego, a po trzecim się postanowiło nie jeść już naleśników. Poszliśmy więc do Metropolis na pizzę. Na dwie pizze familijne na pięć osób, którymi to pizzami nażarliśmy się jak nie wiem. xP Były ogromne! I stosunkowo tanie, przynajmniej w porównaniu z tym marnym gównem robionym w Koninie. :>
Co do picia.. Wypiłam dwa piwa przez cały zjazd. Jedno do pizzy (nie wiem jak je zmieściłam), drugie w Kafefajce. Byliśmy tam tylko raz. Kafefajka to taki wymysł, gdzie można popalić fajkę wodną, jeśli się nie ma niepełnoletnich kolegów przy sobie.
My mieliśmy, więc trzeba było zadowolić się piwem/sokiem/co kto chciał. Przekonałam się, że piwo, jeśli zadziała, sprawia wielką przyjemność i jest się odważniejszym. Nie chcę potrzebować do tego piwa.
Popracuję. Wracając do Kafefajki – stosują taki sprytny zabieg, że jak się nic nie zamawia, to podgłaszają muzykę, że nie można normalnie pogadać, trzeba bardzo głośno. Cwaniaki.
Większość czasu przesiedzieliśmy w innym lokalu, a mianowicie siedzieliśmy Pod Aniołem.
Tam szefostwo było przewrażliwione na dźwięk i zawsze uciszało grającego na fortepianie Metisa. Nic to, że AMagowcy stanowili większość ich klientów. Nie zrażając się jednak, codziennie się tam zjawialiśmy.
Było dość miejsca, dość wygodnie, dość chłodno i dość wszędzie blisko.
W końcu zaraz przy pomniku Kopernika.
Tam się gromadziło, siedziało, rozmawiało, słuchało Donalda i nie tylko, śmiało z głodu ZoltaRa, żartowało z Phantasmagora, oczywiście piło piwo lub napoje, tam się myślało gdzie się w końcu ruszymy, zamiast siedzieć w jednym miejscu.. i stamtąd ostatecznie rozeszliśmy się na dworce ostatniego dnia.
Więcej czasu spędziliśmy chyba tylko w akademiku.
Akademik UMK prezentował się całkiem nieźle, ładnie, niesyfiasto i ogólnie ok. A ściany były żółte.
Pokoje w większości trzyosobowe, ale można było mieszkać w dwójkę, jako, że AMagowcy przyjeżdżali i odjeżdżali, a niektórzy nie pojawili się, mimo deklaracji. Działo się tu mniej więcej to samo, co pod Aniołem, tyle, że wieczorami i w nocy.
Dodatkowo jeszcze złożyłam podpis na bułce, mogłam posłuchać jak część ludności gra lub pitu-pituje na gitarach, pośpiewać, jeśli znałam słowa, albo normalnie się wyspać. Czy raczej pójść spać, bo ani razu się nie wyspałam. Nie wspominam o myciu się, załatwianiu potrzeb fizjologicznych dla Szatana, czy jedzeniu, bo to jest oczywistością.
Poza wspomnianym usypiającym planetarium i zrujnowanym zamkiem widzieliśmy także zegar słoneczny dla ślepych – z dziurkami do czytania i dla głuchych – wybijający godziny. A także przeszliśmy się promenadą, stumilowym mostem, obeszliśmy z daleka kilka kościołów,
minęliśmy trochę zabytków robiąc parę zdjęć, wstąpiliśmy na plac zabaw, jak na młodzież przystało, widzieliśmy fontannę, która podobno bryzgała i świeciła w rytm melodii, słuchaliśmy opowieści PMG o tajnikach Wikipedii, karmiliśmy ZoltaRa, wpadliśmy na orbitę Sariusa, przebijaliśmy bąbelki w folii i wiele innych.
Podobało mi się. ![]()

“Boże AMaga, któryś jest w niebie, módl się za nas sam do siebie.“

komentarze