Posty otagowane ‘zdjęcia

26
lip
09

koncert sprzed 1,5 miesiąca

Nie pisałam jeszcze jak było na koncercie Flogging Molly. A było świetnie. Nie jestem wniebowzięta, ale to się naprawdę rzadko zdarza, bym była. Koncert był naprawdę dobry, a zespół na żywo śpiewa i gra tak jak na płytach. Różnicy za bardzo nie widzę, jeśli nie liczyć gadania. “Polish bastards”, to my. Było gorąco. Wentylacja była do niczego. Po kilku chwilach z człowieka ciekł pot, nawet ludzie, którzy stali w miejscu się nie uchowali. Okropność, ale podobno wszędzie tak jest.

Mam trochę świetnych zdjęć. O tutaj. Własnego aparatu wziąć nie wolno było, chyba, że niskiej (oj, bardzo) jakości zdjęcia robi. A i tak byłyby o wiele gorsze, niż te, które zrobił ktośtam. I kupiłam dwie ich płyty, bo były tanie jak barszcz. O połowę tańsze, niż w sklepie internetowym.

Zgnoiłam sobie buty i do tej pory nie chciało mi się ich wyprać.. Nadal mi się nie chce. Tak więc jedne trampki mam szare od popiołu, drugie od wyschniego, brudnego piachem piwa.

Mało o samym koncercie, ale recenzje zostawiam prawdziwym fanom.

26
maj
09

APSurdalia

To to, gdzie byliśmy – ja, Towarzysz, Owieczka, Mat i tłumek (bo padało początkowo) obcych ludzi – w piątek wieczorem. Wieczorem znaczy po 17stej wyjechaliśmy, by zdążyć na kilka utworów Całej Góry Barwinków, którzy są całkiem sympatycznym zespołem, przy którym można się dobrze ubawić. A wróciliśmy po 23, zdążywszy zdaje się na ostatni autobus nie-nocny. Właściwie to mieliśmy do nocnego 20 minut, wiec postanowiliśmy przejść pieszo z jeden przystanek (gdzie miała i tak być przesiadka), a tam niespodzianka – od razu jechał lepszy autobus. :P

Po CGB byli Maleo, którymi niezbyt się zachwycaliśmy, a następnie Afro Kolektyw, na który to głównie w ogóle pojechaliśmy. Bo trzeba wiedzieć, że Marcin bardzo lubi Afro Kolektyw, pisze maile do .afrojaxa, którego od razu jak zobaczył, poprosił o możliwość zrobienia sobie z nim zdjęcia (była po koncercie). Sidneya Polaka sobie darowaliśmy.

Koncert był prześwietny – żałowałam, że nie znam tekstów ich utworów. Muzyka przypadła mi do gustu, że teksty dobre to ja wiem skądinąd, może zacznę kiedyś słuchać. Wokalista skakał po scenie i pod sceną, publika tylko pod sceną, odgrodzona płotkiem. :P Energiczny, żywiołowy koncert.

Potem łaziliśmy w tę na nazad, żeby słowo wcielić w życie i zrobić zdjęcie z zespołem. W końcu znaleźliśmy ich na szczęście niedaleko płotka, Towarzysz zawołał, zdjęcie ładne, zrobione, ja też się zmieściłam i wszyscy żyli długo i szczęśliwie.

A że współlokatorzy akademiccy Marcina pojechali do domów, to mieliśmy święty spokój, choć zawsze przy wchodzeniu tam bez dawania dokumentów się stresuję. Aha – ktoś mnie pacnął w tyłek (kurwa jego mać, choć z pewnej strony to komplement)!! >:-> Ogólnie cały weekend tam spałam nielegalnie i za darmo.

07
gru
08

wyjazdy, wyjazdy..

Dwa tygodnie temu wyklinałam miejskie autobusy za spóźnienia, zastanawiając się, czy zdążę na pociąg. W zeszłym tygodniu grzałam się u Towarzysza. Teraz siedzę i czekam tylko na Święta, bo wcześniej nic się nie wydarzy.

Zdjęcia z Targów

22-23 listopada było PGA, czyli Poznań Game Arena, czyli targi poznańskie multimediów i rozrywki. Przeklinanie autobusów wzięło się z tego, że na dworzec jedzie się pół godziny, więc wyszłam godzinę przed wyjazdem, coby się nie spóźnić, a autobus jeżdżący niby co 15 minut spóźnił się o te pół h. Gdyby zatrzymał się na choć jednym przystanku “na życzenie”, to bym nie zdążyła. Gdybym wolniej biegła, albo zatrzymała się na chwilę, potknęła na schodach bądź cokolwiek – też bym nie zdążyła, gdyż tuż przed schodami na peron usłyszałam “pociąg srutututu odjedzie..”. No i w samą porę się pojawiłam. Ulga. Zasłane autobusy.

PGA jak PGA. W tym roku mniej podjarania, a co za tym idzie mniej zdjęć. Nie chciało mi się też fotografować tego samego, co rok temu. Co nowego.. wszystko odbyło się w jednej dużej hali, a nie jak ostatnio – w trzech. Z tego ustawienia wynikła pewna irytująca rzecz, a mianowicie hałas, co przeszkadzało zwłaszcza podczas sesji RPG. Z drugiej strony, dzięki temu wszędzie było blisko i odwiedziliśmy arenę z multimediami częściej.

Byliśmy tam od rana, do samego końca, nie mając nic innego do roboty w Poznaniu. A i nocleg mieliśmy blisko, bo z dworca do Targów niedaleko, a nocowaliśmy w dworcowym KFC. Nasz zeszłoroczny Mistrz Gry (bo go w tym roku spotkaliśmy i również mieliśmy z nim sesję) mówił, że za rok nas przenocuje. :P Oczywiście mogliśmy spać w wygodnych ciepłych łóżeczkach, ale to oznaczało wyjazd z targów przed osiemnastą, czyli ponad dwie godziny przed końcem pierwszego dnia. Zostaliśmy, dzięki czemu Adrian został wylosowany w konkursie.

Podobało mi się. Za rok również chciałabym jechać, ale tym razem załatwimy sobie wygodniejsze spanie.

Tydzień temu byłam u Towarzysza. Pojechałam w czwartek, a wróciłam we wtorek rano, bo w nocy był autobus. Cóż rzec mogę. Zawsze tam jet miło, zwłaszcza dlatego, że jest mój Luby. W niedzielę pojechaliśmy na zawody strzeleckie do Białegostoku, skąd dostałam zdjęcie Łukasza Czapli, a nawet dwa. mam też zdjęcie zrobione telefonem z Renatą Mauer-Różańską. Strzelanie jest rzeczą, która może mi imponować. Fajne jest.

Na wyjazd dostałam sporą bułkę drożdżową, dzięki czemu miałam co jeść przez kilka posiłków. ;) Mniam. Szkoda było wyjeżdżać. Towarzysz zrobił mi konto SPORE, mogę sobie grać. I Carmageddona dwójkę, oraz Wormsy dał do zainstalowania. Nieważne. Ledwie wyjechałam, już tęsknię, bo tym razem trzeba będzie dłużej poczekać na następne zobaczenie się.

01
wrz
08

VI Zlot AM 21-25.08.2008r.

Wiedzieliście, że w Toruniu będą kręcić film Prince of Persia? W klimatach Piasków Czasu..

No cóż, ja też nie. Tak mi sie tylko zdjęcie skojarzyło. Toruń stał sie za to miejscem innego wydarzenia – drugi raz już odbył się tam zjazd AM. Na tym akurat byłam. :)

Największą atrakcją zjazdu byli w sumie sami Actionmagowcy. Sympatyczni, cudowni ludzie. :P ..Mili.. uprzejmi.. xD Nie no. Naprawdę świetne, zróżnicowane towarzystwo. Płciowo też było zróżnicowane, choć jak przyjechałam, to mieli jeszcze małe gejparty. :P Później pojawiły się Pszczóła i Łysa Owieczka i przez większość zjazdu było nas trzy.

Siedziby Radia Maryja nie zwiedziliśmy. Szkoda, nie było szansy zobaczyć Rydzyka. ;) Byliśmy za to w planetarium, co zmusiło nas do regeneracji sił, gdyż seans był bardzo usypiający. Poza tym obejrzeliśmy i spenetrowaliśmy zamek Krzyżacki, a właściwie to jego ruiny. Prawdopodobnie nie wolno było dotykać eksponatów, bo były odgrodzone sznurkami, ale cóż. Nikt nie pilnował. ;P

Żywiłam się bułeczkami śniadaniowymi z Biedronki, polecanymi przez Szaka. Były bardzo smaczne i nic mi po nich nie dolegało. :) Marcin ma inne zdanie na ich temat, ale jadł i tak. To na śniadanie i nieraz na kolację. Na obiad zazwyczaj były naleśniki. Nie, nikt nam ich nie dawał. Naleśniki kupuje się w naleśnikarni. :P Były przepyszne, chociaż po drugim takim posiłku zachciewało sie czegoś innego, a po trzecim się postanowiło nie jeść już naleśników. Poszliśmy więc do Metropolis na pizzę. Na dwie pizze familijne na pięć osób, którymi to pizzami nażarliśmy się jak nie wiem. xP Były ogromne! I stosunkowo tanie, przynajmniej w porównaniu z tym marnym gównem robionym w Koninie. :>

Co do picia.. Wypiłam dwa piwa przez cały zjazd. Jedno do pizzy (nie wiem jak je zmieściłam), drugie w Kafefajce. Byliśmy tam tylko raz. Kafefajka to taki wymysł, gdzie można popalić fajkę wodną, jeśli się nie ma niepełnoletnich kolegów przy sobie. :) My mieliśmy, więc trzeba było zadowolić się piwem/sokiem/co kto chciał. Przekonałam się, że piwo, jeśli zadziała, sprawia wielką przyjemność i jest się odważniejszym. Nie chcę potrzebować do tego piwa. :( Popracuję. Wracając do Kafefajki – stosują taki sprytny zabieg, że jak się nic nie zamawia, to podgłaszają muzykę, że nie można normalnie pogadać, trzeba bardzo głośno. Cwaniaki. :P

Większość czasu przesiedzieliśmy w innym lokalu, a mianowicie siedzieliśmy Pod Aniołem. ;) Tam szefostwo było przewrażliwione na dźwięk i zawsze uciszało grającego na fortepianie Metisa. Nic to, że AMagowcy stanowili większość ich klientów. Nie zrażając się jednak, codziennie się tam zjawialiśmy. :) Było dość miejsca, dość wygodnie, dość chłodno i dość wszędzie blisko. :P W końcu zaraz przy pomniku Kopernika. :) Tam się gromadziło, siedziało, rozmawiało, słuchało Donalda i nie tylko, śmiało z głodu ZoltaRa, żartowało z Phantasmagora, oczywiście piło piwo lub napoje, tam się myślało gdzie się w końcu ruszymy, zamiast siedzieć w jednym miejscu.. i stamtąd ostatecznie rozeszliśmy się na dworce ostatniego dnia. :) Więcej czasu spędziliśmy chyba tylko w akademiku.

Akademik UMK prezentował się całkiem nieźle, ładnie, niesyfiasto i ogólnie ok. A ściany były żółte. :P Pokoje w większości trzyosobowe, ale można było mieszkać w dwójkę, jako, że AMagowcy przyjeżdżali i odjeżdżali, a niektórzy nie pojawili się, mimo deklaracji. Działo się tu mniej więcej to samo, co pod Aniołem, tyle, że wieczorami i w nocy. :) Dodatkowo jeszcze złożyłam podpis na bułce, mogłam posłuchać jak część ludności gra lub pitu-pituje na gitarach, pośpiewać, jeśli znałam słowa, albo normalnie się wyspać. Czy raczej pójść spać, bo ani razu się nie wyspałam. Nie wspominam o myciu się, załatwianiu potrzeb fizjologicznych dla Szatana, czy jedzeniu, bo to jest oczywistością. :P

Poza wspomnianym usypiającym planetarium i zrujnowanym zamkiem widzieliśmy także zegar słoneczny dla ślepych – z dziurkami do czytania i dla głuchych – wybijający godziny. A także przeszliśmy się promenadą, stumilowym mostem, obeszliśmy z daleka kilka kościołów, ;) minęliśmy trochę zabytków robiąc parę zdjęć, wstąpiliśmy na plac zabaw, jak na młodzież przystało, widzieliśmy fontannę, która podobno bryzgała i świeciła w rytm melodii, słuchaliśmy opowieści PMG o tajnikach Wikipedii, karmiliśmy ZoltaRa, wpadliśmy na orbitę Sariusa, przebijaliśmy bąbelki w folii i wiele innych. :)

Podobało mi się. :)

“Boże AMaga, któryś jest w niebie, módl się za nas sam do siebie.

30
maj
08

prace

Kilka prac zachowanych z digArta. Konto tam usunęłam.

Coś. Nie wiem co to:

Garbaty aniołek:

Witraż:

I król:




counting bodies..

  • 8,863 sheeps

“kalendarz”

kategorycznie