Siedzę u Towarzysza, powoli się uczę, dziś tłusty czwartek, o czym przypomniała mi nasza-klasa. Wczoraj wieczorem na n-k wlazłam wszystkim moim znajomym na profile. A co mi tam.
A przynajmniej sobie popatrzyłam kto do jakiej szkoły poszedł, z tych, którzy w ogóle gdzieś poszli. Niektórzy nie poszli z lenistwa chyba, bo uczyli się całkiem nieźle, a przynajmniej nie gorzej niż choćby ja, a ja się przecież dostałam. Choć może po prostu postawili na jakąś szkołę jedną, która pewnikiem miała być, a tu kicha. Tak jak bym i ja wylądowała, gdybym tylko do pewnika – Politechniki Poznańskiej papiery zamierzała składać. Tam się nie dostała, na szczęście wcześniej był WAT. ^^ A wracając do ludzi.. Inni nie poszli z braku umiejętności, choć takich z brakiem to w sumie bardzo mało, albo wręcz wcale, ;P bo z tego co pamiętam, to nie przypominam sobie nikogo, gdzie widząc brak szkoły pomyślałabym “ano tak”. No a reszta nie poszła, bo nie miała jeszcze matury, albo pisała ją dawno, w czasach, gdy studia nie były tak podstawowe.
Z tego nic nie wynika co piszę. Większość ludności poszła do Poznania, na polibudę, UAM, czy Uniwersytet Ekonomiczny. Potem Konin – PWSZ. Następnie Toruń – kilka osób, Warszawa – dwie (w tym ja), jedna osoba we Wrocławiu i jedna w Łodzi. W sumie wszystko niedaleko, chociaż to “niedaleko” to zależy pewnie od osoby. Jako że mam do domu w linii prostej ponad 200 kilometrów, do Towarzysza z Warszawy 180 w innym kierunku, to Polska mi zmalała. Fajnie jest, mam Internet i mogę sobie połączenia szukać wszędzie. No i wertując mapy odległości straciłam wątek. :->
Siedzę sobie u Towarzysza, powoli się uczę, choć raczej mało skutecznie, jak widać. Bo Internet jest, w dodatku szybki, dlatego mogę szybko pisać. ;P Nie no. Ale Net, ten Net.. Z jednej strony fajnie, okno otwarte na świat, znajomi, forum ActionMagowe, słownik pod ręką i na oku, razem z encyklopedią, radiem, notatkami, fajnie mówić: “jestem uzależniona i dobrze o tym wiem, więc czuję się w pełni usprawiedliwiona i mogę sobie bezkarnie w Necie przesiadywać, takim ćpun”. Ale z drugiej strony.. rzadko, no ale jednak, zdarza się. Kilka razy się zdarzyło, że aż pomyślałam, “niech koleżanka pożyczy ode mnie kabel, bo się uczyć nie mogę!”.
No i nie uczę się. Teraz jeszcze jakoś ujdzie, bo mam notatki na kartkach, więc kompa mogę nie włączać, ale jak przeczytam własne i zabiorę się za fullwypasione zeskanowane przez kogoś, a nie wydrukowane, to zrobi się cienko. Choć zresztą, przecież i tak nie czytam nawet tych papierowych.
A przydało by się, nie powiem. Profesor doktor habilitowany inżynier został wyrzucony z Politechniki Warszawskiej, bo wszystkich oblewał. U nas go zatrudnili i cóż rzec – kontynuuje. ^^ Kilkadziesiąt osób nie dopuszczono do egzaminu, bo nie zaliczyły ćwiczeń. A pisemny to już tylko dwudziestoosobowa garstka zdała. O ustnym nie mam informacji.
Od razu po pisemnym się na Gmailu głosy odezwały, żeby i z WATu gościa wyrzucić, ale jestem przeciw! Po pierwsze – jest dobry, po drugie – jest bardzo dobry, po trzecie – i tak musimy to wszystko umieć w stopniu zaawansowanym (i profesor mówił o tym), po następne – strasznie mi to wjeżdża na ambicję, kiedy mało kto coś potrafi.
No i wtedy się bardziej przykładam.. a przynajmniej zamierzam, bo na razie to cieniutko z tym. -.-
O szkole już było, hmm.. No to siedzę sobie u Towarzysza i piszę bloga zamiast skorzystać z okazji, że wstałam wcześniej i nie wróciłam do łóżka spać po odjeździe wszystkich domowników do szkół, i się uczyć. “Ano trudno”, myślę sobie, ale później pożałuję. i ta świadomość wcale nie sprawia, że bardziej mi się chce.
Nie wiem, może potrzeba mi innej motywacji. Oczywiście zamierzam się uczyć w drugim semestrze regularnie, nie na ostatnią chwilę i tak, żeby umieć. Ale już nie miało być o szkole.
No ale jednak.. To siedzę u Towarzysza już prawie tydzień, nie licząc kilku godzin, bo przyjechałam po dwudziestej w zeszły czwartek. Każą mi jeść, a mnie się nie chce rano jeść za bardzo. Pan Tata sobie ze mnie żartuje, aż mam chęć rzeczywiście – nie zjeść co prawda, ale pozbierać śniegu trochę z podwórka i rzucić gdzieś indziej. -.- Tak jakbym ja musiała nie wiadomo ile tego jedzenia wchłonąć. A ja wolę wieczorem, choć to niezdrowo, ale akurat wtedy czuję chęć na jedzenie. Nie wiem, bo to pora obiadowa może, jak się ma tak zegar biologiczny ustawiony. Wspominałam już może o tym? Wstaję późno i chodzę spać późno. I nic w tym dziwnego nie ma.
Dobrze, że szkic wpisu się sam zapisuje, bo mi myszka spadła na podłogę i kliknęła, zamykając jednocześnie okno Firefoxa. Słucham Mozarta, bo miałam się uczyć. A nie. Słucham Mozarta, bo innego czegoś mi się nie chce, bo się zbrzydnie i głowa mnie rozboli. Zadzwonili do Dziadka, żebym sobie posłuchała. W przyszłości jak będę stara i obolała, może nawet na wózku, to też będę siedzieć w Necie. jak mi starczy refleks pozwoli, to sobie i w gry pogram nawet. A ostatnio mnie chęć naszła na Unreal Tournamenta, ale 2003 raczej, bo bez pojazdów. Chociaż w późniejsze też bym mogła, przecież samemu się wybiera w co gra.
Mamy plan zajęć. Fizyka mnie boli, ale muszę to przeżyć jakoś i się nauczyć, bo egzamin będzie, a nie jakieś tam zaliczenie. :/ I podobno rachunek wyrównawczy jest trudny, ale to jak zobaczę, to ocenię. Jest też język angielski, ciekawe na jakim poziomie i czy trudny. I różne przedmioty mające geodezję i tym podobne w nazwie. I praktyki w Opatowie w lipcu. Będzie ciekawie, co niekoniecznie znaczy, że miło i przyjemnie.
Ciul, zrobię sobie przerwę i wymyślę postać do sesji w realiach Fallouta. Swoją drogą ciekawa idea..
Tak, wiem, że kolory z kapelusza.

komentarze