Posty otagowane ‘znajomi

19
lut
09

długi, nudny wpis

Siedzę u Towarzysza, powoli się uczę, dziś tłusty czwartek, o czym przypomniała mi nasza-klasa. Wczoraj wieczorem na n-k wlazłam wszystkim moim znajomym na profile. A co mi tam. :P A przynajmniej sobie popatrzyłam kto do jakiej szkoły poszedł, z tych, którzy w ogóle gdzieś poszli. Niektórzy nie poszli z lenistwa chyba, bo uczyli się całkiem nieźle, a przynajmniej nie gorzej niż choćby ja, a ja się przecież dostałam. Choć może po prostu postawili na jakąś szkołę jedną, która pewnikiem miała być, a tu kicha. Tak jak bym i ja wylądowała, gdybym tylko do pewnika – Politechniki Poznańskiej papiery zamierzała składać. Tam się nie dostała, na szczęście wcześniej był WAT. ^^ A wracając do ludzi.. Inni nie poszli z braku umiejętności, choć takich z brakiem to w sumie bardzo mało, albo wręcz wcale, ;P bo z tego co pamiętam, to nie przypominam sobie nikogo, gdzie widząc brak szkoły pomyślałabym “ano tak”. No a reszta nie poszła, bo nie miała jeszcze matury, albo pisała ją dawno, w czasach, gdy studia nie były tak podstawowe.

Z tego nic nie wynika co piszę. Większość ludności poszła do Poznania, na polibudę, UAM, czy Uniwersytet Ekonomiczny. Potem Konin – PWSZ. Następnie Toruń – kilka osób, Warszawa – dwie (w tym ja), jedna osoba we Wrocławiu i jedna w Łodzi. W sumie wszystko niedaleko, chociaż to “niedaleko” to zależy pewnie od osoby. Jako że mam do domu w linii prostej ponad 200 kilometrów, do Towarzysza z Warszawy 180 w innym kierunku, to Polska mi zmalała. Fajnie jest, mam Internet i mogę sobie połączenia szukać wszędzie. No i wertując mapy odległości straciłam wątek. :->

Siedzę sobie u Towarzysza, powoli się uczę, choć raczej mało skutecznie, jak widać. Bo Internet jest, w dodatku szybki, dlatego mogę szybko pisać. ;P Nie no. Ale Net, ten Net.. Z jednej strony fajnie, okno otwarte na świat, znajomi, forum ActionMagowe, słownik pod ręką i na oku, razem z encyklopedią, radiem, notatkami, fajnie mówić: “jestem uzależniona i dobrze o tym wiem, więc czuję się w pełni usprawiedliwiona i mogę sobie bezkarnie w Necie przesiadywać, takim ćpun”. Ale z drugiej strony.. rzadko, no ale jednak, zdarza się. Kilka razy się zdarzyło, że aż pomyślałam, “niech koleżanka pożyczy ode mnie kabel, bo się uczyć nie mogę!”. :P No i nie uczę się. Teraz jeszcze jakoś ujdzie, bo mam notatki na kartkach, więc kompa mogę nie włączać, ale jak przeczytam własne i zabiorę się za fullwypasione zeskanowane przez kogoś, a nie wydrukowane, to zrobi się cienko. Choć zresztą, przecież i tak nie czytam nawet tych papierowych.

A przydało by się, nie powiem. Profesor doktor habilitowany inżynier został wyrzucony z Politechniki Warszawskiej, bo wszystkich oblewał. U nas go zatrudnili i cóż rzec – kontynuuje. ^^ Kilkadziesiąt osób nie dopuszczono do egzaminu, bo nie zaliczyły ćwiczeń. A pisemny to już tylko dwudziestoosobowa garstka zdała. O ustnym nie mam informacji. :) Od razu po pisemnym się na Gmailu głosy odezwały, żeby i z WATu gościa wyrzucić, ale jestem przeciw! Po pierwsze – jest dobry, po drugie – jest bardzo dobry, po trzecie – i tak musimy to wszystko umieć w stopniu zaawansowanym (i profesor mówił o tym), po następne – strasznie mi to wjeżdża na ambicję, kiedy mało kto coś potrafi. :D No i wtedy się bardziej przykładam.. a przynajmniej zamierzam, bo na razie to cieniutko z tym. -.-

O szkole już było, hmm.. No to siedzę sobie u Towarzysza i piszę bloga zamiast skorzystać z okazji, że wstałam wcześniej i nie wróciłam do łóżka spać po odjeździe wszystkich domowników do szkół, i się uczyć. “Ano trudno”, myślę sobie, ale później pożałuję. i ta świadomość wcale nie sprawia, że bardziej mi się chce. :P Nie wiem, może potrzeba mi innej motywacji. Oczywiście zamierzam się uczyć w drugim semestrze regularnie, nie na ostatnią chwilę i tak, żeby umieć. Ale już nie miało być o szkole.

No ale jednak.. To siedzę u Towarzysza już prawie tydzień, nie licząc kilku godzin, bo przyjechałam po dwudziestej w zeszły czwartek. Każą mi jeść, a mnie się nie chce rano jeść za bardzo. Pan Tata sobie ze mnie żartuje, aż mam chęć rzeczywiście – nie zjeść co prawda, ale pozbierać śniegu trochę z podwórka i rzucić gdzieś indziej. -.- Tak jakbym ja musiała nie wiadomo ile tego jedzenia wchłonąć. A ja wolę wieczorem, choć to niezdrowo, ale akurat wtedy czuję chęć na jedzenie. Nie wiem, bo to pora obiadowa może, jak się ma tak zegar biologiczny ustawiony. Wspominałam już może o tym? Wstaję późno i chodzę spać późno. I nic w tym dziwnego nie ma.

Dobrze, że szkic wpisu się sam zapisuje, bo mi myszka spadła na podłogę i kliknęła, zamykając jednocześnie okno Firefoxa. Słucham Mozarta, bo miałam się uczyć. A nie. Słucham Mozarta, bo innego czegoś mi się nie chce, bo się zbrzydnie i głowa mnie rozboli. Zadzwonili do Dziadka, żebym sobie posłuchała. W przyszłości jak będę stara i obolała, może nawet na wózku, to też będę siedzieć w Necie. jak mi starczy refleks pozwoli, to sobie i w gry pogram nawet. A ostatnio mnie chęć naszła na Unreal Tournamenta, ale 2003 raczej, bo bez pojazdów. Chociaż w późniejsze też bym mogła, przecież samemu się wybiera w co gra.

Mamy plan zajęć. Fizyka mnie boli, ale muszę to przeżyć jakoś i się nauczyć, bo egzamin będzie, a nie jakieś tam zaliczenie. :/ I podobno rachunek wyrównawczy jest trudny, ale to jak zobaczę, to ocenię. Jest też język angielski, ciekawe na jakim poziomie i czy trudny. I różne przedmioty mające geodezję i tym podobne w nazwie. I praktyki w Opatowie w lipcu. Będzie ciekawie, co niekoniecznie znaczy, że miło i przyjemnie.

Ciul, zrobię sobie przerwę i wymyślę postać do sesji w realiach Fallouta. Swoją drogą ciekawa idea.. ;)

Tak, wiem, że kolory z kapelusza. :P

09
lip
08

gożkie żale

Kilka godzin temu miałam myśl, co tu napiszę, ale, że przyszła siostra, musiałam to odłożyć. Teraz oczywiście nie pamiętam wszystkiego. Trudno. Czytałam nowego (105) ActionMaga i przyszło mi do głowy, że tak, że pisać też nie umiem. Zresztą nieraz przychodziło mi to do głowy podczas pisania bloga. Czytam, czytam i spodobał mi się ten AM – nie musiałam bardzo wysilać mózgu, żeby zrozumieć teksty. Nie mam łatwości słowa. Umiem opowiedzieć wydarzenie, ale nie  umiem wyrazić własnej opinii. Nie umiem pisać porządnie, tylko jak najprościej. Tak jak z angielskim – “warto w to, co mówimy wpleść jakieś wypasione słowo, które podnosi poziom wypowiedzi”. Nie znam słów, żeby dobrze pisać. I mam kompleksy z tego powodu. :>

Z innych powodów zresztą też. Nie umiem grać na niczym, tylko kilka melodyjek z podstawówki na flecie. Nie umiem śpiewać, ani w szachy, karty grać po mistrzowsku, ni w warcaby choćby. W karty w ogóle mało umiem. Ani wiedzy wielkiej nie mam, za to obwód owszem – niestety. Zawsze myślałam, żem inteligentna, ale gdzie potwierdzenie? Nie ma, więc..? Po co mi inteligencja i poczucie humoru (które też domniemywam – mam), skoro się siedzi i niemówi? ;P

Z tym się wiąże, albo to się wiąże ze strachem pewnym przed ludźmi. Jeszcze-nie-teść nie wierzy, że mówię, że jest fajny.. hym. W sumie, że się go boję, też przyznałam. To taki przykład, innych również lubię i jednocześnie boję się odezwać. Teść zabawny jest (i na dłuższą metę pewnie męczący, ale nie znam go z dłuższej mety :P ), a ja jak buc stoję/siedzę i nie wiem, czy się śmiać – co mi tak w stresie łatwo nie przychodzi (tzn. w nowym towarzystwie), czy prostować – “to róże, nie maki” – a prostowanie ironii jest głupie i niefajne. Niech ktoś mi da impuls do przełamania. Tylko jasny gwint, ile tych impulsów?! Bo każde nowe towarzystwo musiałoby mi jakiś dać (życie byłoby ciekawe.. ;) ).

Boję się, że nie znajdę jakichś bliższych znajomków na studiach. W liceum miałam pecha – pierwsza koleżanka przeniosła się do innej klasy, druga – do innej szkoły. A później wszyscy już byli zakolegowani, a ja zostałam na lodzie. K*a. :/

Andrzej przyznał, że byliśmy – ja i on – autsajderami w tej naszej klasie. I przeprosił mnie, że jak był pijany na wycieczce, to krzyczał, że go kocham. xP W końcu się doczekałam. ^^ I dowiedziałam się, że na tej samej wycieczce krzyczał na Martę i Karolinę, czemu się ze mną nie kolegują. To miłe z jego strony. :) Andrzej swój chłop.

W ten sposób nie wynoszę z liceum żadnej znajomości, którą warto utrzymać, poza tą jedną.

Dodatkowo, wkurzającym jest, że jak ludzie mówili, to do kogoś, kto stał obok. Kto się zwracał do mnie, no kto? Nie no, ja rozumiem – jego/ją się lepiej lubi i zna. Przypomnę, jak się pochwaliłam znajomością z człowiekiem z woj. Podlaskiego (mru, Marcin :*). “My ci nie wystarczymy?” – spytała Asia. Ot, nie wystarczycie, pozwolę sobie teraz odpowiedzieć. I domyślcie się k*a czemu. ^^




counting bodies..

  • 8,876 sheeps

“kalendarz”

kategorycznie